Nowa Czytelnia - serwis literacki

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

Świt zmierzchu (cz.1)

Niebo było pochmurne. Zanosiło się na deszcz. Amy wyszła z domu raźnym krokiem. Nie mogła spóźnić się do szkoły. Pierwsza klasa to nie przelewki, a ona jeszcze miała coś do załatwienia. Na ganku stał Rafał, student, który wynajmował u nich pokój. Przebiegła koło niego jak błyskawica, jedynie machając mu na pożegnanie ręką. Mimo, że zawsze był dla niej miły, nie przepadała za nim. Nie była pewna czy sprawiały to jego złociste, kręcone włosy, czy zawsze elegancko wyprasowane koszule i spodnie w kant, a może zupełnie coś innego. Po prostu nie i już. Pędziła dalej, nie zatrzymując się nawet na złapanie oddechu. W końcu dotarła do celu. Stare, zakratowane, piwniczne okienko, znajdujące się między ślepymi ścianami pobliskich bloków. Amy przykucnęła przy nim, zaglądając do środka. Pisnęła z zachwytu. Ciągle tu były. Na dole, w płytkiej dziurze, bawiły się bure kocięta. W żaden sposób nie reagowały na obecność dziewczynki. Przyzwyczaiły się już, że codziennie je odwiedza. Wyciągnęła z kieszeni woreczek z suchą karmą, ukradzioną Doris, ich domowej, perskiej kocicy. Nie sądziła, żeby tamta miała coś przeciwko, bo i tak codziennie dostawała od mamy różne, za każdy razem bardziej wyszukane frykasy. Miała ze sobą także jakieś stare, wyciągnięte ze strychu ubrania. To, żeby kociakom było wygodniej. Starannie wepchnęła je przez kraty piwnicznego okienka. Maluchy obwąchały je ciekawie, a potem zabrały się do zabawy, polegającej na tarmoszeniu wszystkiego i darciu na strzępy. Amy roześmiała się zadowolona. Były takie rozkoszne!

Wstała, omijając ponure blokowisko. Musiała już iść, jeżeli nie chciała się spóźnić. Jej uwagę przyciągnęło coś dziwnego. Na wzgórzu, tuż za blokowiskiem, stał o wielkie, rozłożyste drzewo. To był orzech włoski. Od zawsze tu stał, ale nie to było w nim dziwne. Pod drzewem, tam gdzie trawa najbardziej zmarniała, ponieważ przez gęstą kotarę z liści nie dochodziło do niej słońce, stała dużych rozmiarów klatka. Była zrobiona z jakiegoś czarnego materiału. Amy jeszcze nigdy takiego nie widziała. Onieśmielona podeszła bliżej, nieśmiało wyglądając zza krzaków. W środku ktoś był! Na dnie klatki siedziała skulona postać. W żaden sposób nie mogła się wyprostować. Dziewczynka zamrugała. Zawsze miała bujną wyobraźnię i widziała więcej niż wszyscy inni. Szybko przestała o tym opowiadać, ponieważ nie chciała, żeby rodzice pomyśleli, że jest wariatką. Mama uważała, że opowiada dziwne bajki, tata nie miał czasu słuchać, a starszy brat uważał, że jest głupolem. Tak, klatkę także musiała sobie wyobrazić. Zwlekała, wyglądając co jakiś czas, ze swojego bezpiecznego schronienia, za krzakami śnieguliczki. Kiedy miała już iść, zobaczyła, że w stronę drzewa, lekkim krokiem idzie Rafał. Schowała się głębiej. Niedoczekanie! Nie miała zamiaru pozwolić, żeby jeszcze ktoś poza nauczycielami i rodziną uznawał ją za wariatkę.

Student zatrzymał się tuż przed czarną klatką. Uśmiechał się pogodnie. Siedząca na dnie klatki postać podniosła na niego wzrok. To był chłopak. Amy nie potrafiła określić jego wieku. Była przekonana, że jest starszy od jej brata, ale wydawał się być również młodszy od Rafała. Poza tym jego postać była straszliwie wychudzona, do tego stopnia, że było mu widać wszystkie żebra. Dziewczynka spostrzegła coś jeszcze. Z łopatek wyrastały mu brązowe, pokryte błoną, nietoperzowate skrzydła. W ciasnej klatce, ledwo mieściły się zupełnie złożone.

- Witaj Gadrielu, dobrze spałeś? – odezwał się w tonie przyjaznej pogawędki Rafał. Siedzący w klatce chłopak spiorunował go wzrokiem. Milczał. Rafał uśmiechnął się, wygładzając dłonią koszulę. - No cóż, miałem nadzieję, że wreszcie zmądrzałeś... – westchnął teatralnie.

Zdjął z ramienia przewieszoną przez nie, skórzaną torbę. Wyjął z niej starannie zakręconą butelkę wody mineralnej. Podał przez kraty, siedzącemu w klatce chłopakowi. Tamten spojrzał na niego nieufnie, ale odkręcił pojemnik. Wyraźnie walczył sam ze sobą i swoim pragnieniem. W końcu pociągnął z gwintu duży łyk. Zaczął się krztusić, jakby coś w gardle paliło go żywym ogniem. Upuścił butelkę. Rafał chwycił ją, jeszcze zanim dotknęła spragnionej słońca ziemi. Wzruszył ramionami, sam pociągając z butelki duży łyk. Potem, patrząc Gadrielowi w oczy, wylał na niego całą resztę zawartości. Chłopak skulił się jeszcze bardziej, osłaniając ramionami głowę i twarz. Krzyknął. Woda ściekała po jego nagich plecach, przepływając pomiędzy skrzydłami, a wszędzie tam, gdzie dotknęła go choćby kropla, zostawały poczerniałe, jakby wypalone ślady. Amy zadrżała. To było zdecydowanie więcej niż chciała widzieć. Przedarła się najciszej jak umiała przez zarośla, tak, żeby nie zauważył jej żadnej z chłopaków, a potem pędem puściła się w stronę szkoły.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Przez cały dzień Amy siedziała jak na szpilkach. Dręczyło ją czy to, co widziała tego ranka było prawdziwe. Kiedy tylko zadzwonił ostatni dzwonek, zapominając nawet zmienić swoje stare trampki na adidasy, rzuciła się do wyjścia ze szkoły. Zatrzymała się dopiero w pobliżu szarych bloków. Przez cały dzień padało przez co ziemia była błotnista, a trawa mokra. Dziewczynka wolnym krokiem podeszła do krzaków śnieguliczki. Wyjrzała zza nich zaciekawiona. Klatka w dalszym ciągu tam była. Siedzący w niej chłopak opierał się o pręty i najwyraźniej spał. W każdym razie, jego powieki były zamknięte. Z liści orzecha niemrawo skapywała woda, jednak drzewo było tak rozłożyste i gęste, że działało niemal jak ogromny parasol. Amy, decyzją chwili, wyjęła z plecaka drugie śniadanie i kartonik z sokiem. Najciszej jak potrafiła, podkradła się w kierunku klatki. Położyła wszystko na tyle blisko czarnych prętów, żeby chłopak bez problemu mógł dosięgnąć. Otworzył oczy.

- Widzisz mnie? – zapytał zdezorientowany, patrząc prosto na nią.

Dziewczynka obrzuciła go spłoszonym spojrzeniem i nie udzielając żadnej odpowiedzi, po prostu uciekła.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Pokój Amy w niczym nie przypominał pokoju siedmioletniej dziewczynki. Ściany były białe, nie wisiały na nich żadne obrazki ani plakaty. Nie było tu ani jednej zabawki. Pod oknem stało sosnowe, równiutko zaścielone, wąskie łóżko. Po drugiej stronie wisiała półka, na której rządkiem stały książki bez ilustracji - Tołstoj, Konfucjusz, Verne, Wells głosiły napisy na okładkach – a pod nią stało idealnie wysprzątane, zupełnie puste biurko. Gdyby komuś zdarzyło się tu wejść, z pewnością nie pomyślałby, że może być to pokój dziecka. Amy nienawidziła tego miejsca, jak zresztą i całego domu, ale tylko tutaj, w swoim własnym pokoju, czuła się zupełnie bezpieczna. Był on nową przybudówką, w starym, poniemieckim domu i tylko tutaj, w tym maleńkim pomieszczeniu, korytarzami nie snuły się dawno zapomniane już, duchy.

- Ewa! Zejdź na dół! – zawołała surowym głosem jej matka.

Dziewczynka zgarnęła spod biurka swój szary plecak i wolno, stąpając na palcach, zeszła po schodach na dół. W całym domu obowiązywał surowy zakaz biegania. Zresztą niewiele rzeczy było tu dozwolonych.

- Tak mamo? – zapytała uprzejmie Amy.

- Wrócę dzisiaj późno – oznajmiła elegancka kobieta, nie zwracając najmniejszej uwagi na córkę. – Przekaż wychowawczyni, że nie pojawię się na dzisiejszym zebraniu.

- Dobrze mamo – odpowiedziała wcale nie zdziwiona dziewczynka.

Była przekonana, że jej wychowawczyni także to nie zdziwi. Amy stanęła w drzwiach i czekała. Kobieta po kilku minutach i pociągnięciach tuszem do rzęs, jakiejś francuskiej marki, wreszcie zwróciła uwagę na dziewczynkę.

- To wszystko, możesz odejść – powiedziała chłodnym głosem, święcie wierząc, że oto właśnie spełniła swój rodzicielski obowiązek.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Tego ranka Amy starannie, szerokim łukiem, ominęła szare blokowisko. Nie miała ochoty tam wracać. Nie bała się zamkniętego w klatce chłopaka, bo jak można było bać się kogoś, kto tak naprawdę nie istniał? Ominęła to miejsce, gdyż nie miała najmniejszej ochoty spotkać mieszkającego u niej w domu Rafała. Mimo to, zżerała ją ciekawość i wiedziała, że nic jej nie powstrzyma przed pojawieniem się tam ponownie.

W szkole jak zwykle unikała innych dzieci. Nie interesowały jej ich zabawy, a oni uważali, że jest dziwna. Amy wiedziała, że mają rację. Była dziwna. Wszystkie przerwy przesiedziała na korytarzu, czytając „Wspomnienia z domu umarłych”. Rodzice nigdy nie zwracali uwagi na to, co czyta. Ojciec był zbyt zajęty pracą, a matka swoją towarzyską działalnością. Dziewczynka była pozostawiona sama sobie i właściwie ją to nawet cieszyło. Była niezwykłym dzieckiem i dobrze, że nikt w to nie ingerował.

Tym razem z budynku szkoły wyszła niespiesznym krokiem. Była na wszystko przygotowana. Zdobędzie wszystkie potrzebne jej informacje, jednocześnie nie dając innym, powodu do uznania, że jest wariatką.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Tym razem pogoda była znośna. W każdy razie Amy uznała, że jest na tyle ciepło, że może sobie swobodnie usiąść pod drzewem – rozłożystym orzechem włoskim – nie zwracając na siebie niczyjej, niepożądanej uwagi. Wspięła się na wzgórze, a potem, zupełnie ignorując, stojącą kilka metrów dalej, czarną klatkę, rozłożyła na ziemi swoją szarą kurteczkę, po czym usiadła na niej, plecami opierając się o gruby pień drzewa. Z plecaka wyciągnęła książkę i otworzyła ją w miejscu, w którym skończyła czytać. Wyraźnie czuła na sobie wzrok siedzącego w klatce chłopaka. Wydawało jej się, że się zirytował. Jakoś dziwnie spodobało jej się to uczucie. Czasami wręcz uwielbiała drażnić dorosłych. W końcu, najwyraźniej nie wytrzymał.

- Wróciłaś – ni to oznajmił, ni zapytał nieznajomy.

- Tak – odpowiedziała, nie podnosząc wzroku znad czytanej książki.

Chłopak gwałtownie podskoczył. Uderzył głową w pręty klatki. Syknął z bólu. Wyraźnie nie spodziewał się, że mu odpowie. Amy roześmiała się szczerym, dziecięcym śmiechem. „To” mogło okazać się ciekawą znajomością, nawet jeżeli on tak naprawdę nie istniał.

- Ty naprawdę mnie widzisz? – zapytał zaskoczony.

- Widzę – przyznała dziewczynka. – I czuję – dodała marszcząc z dezaprobatą swój niewielki nosek.

Chłopak najwyraźniej szybko przeszedł nad tym do porządku dziennego, ponieważ rozsiadł się najwygodniej jak potrafił, na dnie ciasnej klatki.

- Jak ci na imię? – zapytał wyrażając stosowne zainteresowanie.

- Ewa – odpowiedziała niechętnie dziewczynka, właściwie od zawsze nie cierpiała tego imienia.

Siedzący w klatce chłopak ponownie podskoczył. Przeklął brzydko. Zadrżał, mimo, że w powietrzu wcale nie było chłodu. Z trudem przełknął ślinę.

- A czy nie mógłbym cię nazywać jakoś inaczej? – zadał kolejne pytanie. – Widzisz, twoje imię bardzo źle mi się kojarzy – dodał niezbyt pewnie.

Dziewczynka obdarzyła go słodkim uśmiechem.

- Też go nie lubię – przyznała. – Ja sama mówię na siebie Amy – zdradziła mu swoją najgłębiej skrywaną tajemnicę.

Tym razem to on uśmiechnął się szeroko.

- Amy – powtórzył – podoba mi się. Znałem kiedyś pewną osobę o tym imieniu. To dobre imię.

- Ty jesteś Gabriel – powiedziała podnosząc wzrok znad książki.

Tym razem chłopak zadrżał jeszcze wyraźniej. W jego oczach pojawiło się niekłamane przerażenie.

- Nie, zdecydowanie nim nie jestem – uciął krótko.

Amy, tym razem prawie zamknęła książkę. Obrzuciła go wymownym spojrzeniem.

- Więc dlaczego Rafał tak cię nazwał? – zapytała rezolutnie.

- Jego też widzisz? – spytał jeszcze bardziej zaskoczony.

- Tak, mieszka u mnie w domu – odpowiedziała pewnie dziewczynka. – Wynajmujemy mu pokój.

Chłopak westchnął cierpiętniczo, ale nic więcej na ten temat nie powiedział.

- Mniejsza z tym – stwierdził zrezygnowany. – Nazwał mnie Gadriel, przez „d”, ponieważ tak właśnie mam na imię.

Spojrzała na niego wymownie.

- Gabriel, Gadriel... nie taka znowu wielka różnica.

- Uwierz mi, jest ogromna – mruknął przymykając oczy. – Co czytasz? – zapytał zmieniając temat. Pokazała mu okładkę. – „Wspomnienia z domu umarłych” – przeczytał na głos – Fiodor Dostojewski. Nie było nic weselszego? Na przykład jakiejś powieści fantasy... – rozmarzył się chłopak.

Amy wzruszyła ramionami.

- Lubię znać różne rzeczy – spojrzała na niego z pewną dozą fascynacji, którą zamieniła po chwili na uprzejme zainteresowanie. – Nie nudzisz się siedząc tutaj całymi dniami? – zapytała.

- Piekielnie – przyznał szczerze chłopak.

- Jeżeli chcesz, mogę zostawić ci książkę – zaproponowała – odbiorę ją jutro.

- Mogłabyś? – gorąco zainteresował się chłopak.

Przysunęła się do niego bliżej i odrobinę wsuwając za kraty, podała mu złożoną książkę.

- Proszę – powiedziała z uśmiechem.

Gadrielowi zadrżały ręce, kiedy sięgał po stary, rozsypujący się już tom.

- Dzięki – mruknął, a w jego głosie pobrzmiewała nutka niedowierzania – i za wczorajsze śniadanie właściwie też.

W pewnym momencie, na oczach zaintrygowanej dziewczynki, książka w jego dłoniach po prostu zniknęła.

- Jak to zrobiłeś? – spytała zaciekawiona.

Uśmiechnął się tajemniczo.

- To mój prywatny sposób na Rafała – powiedział – jeżeli coś uda mi się zdobyć, to od razu to chowam, tak, żeby on tego nie znalazł i mi nie zabrał.

Amy z uznaniem skinęła głową. Ona robiła dokładnie to samo, tylko jej metody były znacznie mniej spektakularne.

- Jak dużą rzecz możesz schować? – zapytała rzeczowo.

- Właściwie każdą – przyznał z pobrzmiewającą w głosie dumą.

- Super! – oznajmiła z dziecięcym entuzjazmem. – Jeżeli jesteś głodny, dzisiaj też mam dla ciebie śniadanie – dodała.

Gadriel był znacznie lepszy od dzikich kociąt, nawet jeżeli tak naprawdę nie istniał, ale o nich także nie zapomniała. Ciemne oczy chłopaka zaświeciły się setkami roztańczonych iskierek. Spojrzał na nią z nadzieją. Pogrzebała przez chwilę w szarym, nie ozdobionym niczym plecaku i wyjęła z niego białe pudełko śniadaniowe. Podała mu je, razem z jabłkowym soczkiem w kartoniku. Natychmiast otworzył. Założyła plecak na ramiona i z wdziękiem wstała z przerzedzonej trawy. Podniosła także swoją, lekko pobrudzoną kurtkę. Gadriel podniósł na nią błagalny wzrok.

- Musisz już iść? – zapytał zbolałym tonem.

- Tak – odpowiedziała stanowczo.

- Wrócisz? – spytał z nadzieją.

Skinęła głową.

- Jutro.

- W takim razie do zobaczenia jutro, mała Amy – pożegnał ją ze smutnym uśmiechem.

Dziewczynka pomachała mu na pożegnanie ręką, a potem zbiegła ze wzgórza, jakby sam diabeł ją gonił. W sercu czuła dziwną lekkość, a coś w umyśle jej podszeptywało, że oto właśnie, zyskała pierwszego w życiu przyjaciela.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Im więcej książek mu przynosiła, tym bardziej skory do rozmowy był Gadriel, a historie, które jej opowiadał były niesamowite. Odwiedzała go już od ponad tygodnia i zamiast znudzić, jak inne „wytwory” dziecięcej wyobraźni, fascynował ją tylko coraz bardziej. Oczy chłopaka zalśniły, kiedy wsuwała przez kraty kolejne części „Kronik Narni”. Zauważyła, że z tej książki, jak do tej pory, ucieszył się najbardziej.

- Przyniosłam ci jeszcze inne rzeczy – powiedziała uśmiechając się do niego rozbrajająco. – To, gdybyś przypadkiem nie lubił ciemności, bo ja ich czasami nienawidzę – oznajmiła wyciągając z plecaka turystyczna latarkę. – I jeszcze śpiwór – na początku tygodnia, kiedy przyniosła mu poduszkę, spojrzał na nią tak jakoś dziwnie i oznajmił, że on nie sypia. No i co z tego? Przecież równie dobrze może dzięki temu siedzieć wygodniej. Amy otworzyła worek, wyjmując zgnieciony, ciemnozielony materiał, żeby przecisnął się przez pręty klatki. – Chciałam cię o coś zapytać – dodała wpychając go do środka.

- Pytaj – pozwolił rozbawiony.

Gadriel uwielbiał jej pytania. Wiedziała o tym. Zawsze go rozbrajały. Czasami kulił się łapiąc za brzuch, nie mogąc powstrzymać kolejnych salw śmiechu, a innym razem odpowiadał jej zupełnie poważnie. Nigdy jednak nie zbywał jej, jak cała reszta dorosłych. Kiedy spytała go ile ma lat, odpowiedział prosto – „więcej niż Ziema”. Na pytanie ile ma Rafał, powiedział tylko, że tamten jest jeszcze starszy. Brnąc dalej, zapytała go, ile miałby lat, gdyby był człowiekiem. Tym razem odpowiedź ją zaskoczyła. Stwierdził z drwiącym uśmiechem, że dziewiętnaście. W ten sposób rozpoczęli dziwną grę, polegającą na tym, że Amy, aby otrzymać satysfakcjonującą ją odpowiedź, musiała zadać właściwie pytanie.

- Czemu tu jesteś? Dlaczego Rafał cię tu trzyma?

Zadawała to pytanie po raz kolejny, za każdym razem mając nadzieję, że jednak jej odpowie. Chłopak wzruszył ramionami.

- Ma swoje powody – odparł tajemniczo.

- A co byś robił, gdybyś był wolny? – drążyła dalej.

Gadriel uśmiechnął się tym swoim rozmarzonym uśmiechem, a Amy wiedziała, że na chwilę uciekł od rzeczywistości.

- Żył bym – odpowiedział po prostu.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Dziewczynka stanęła przed lustrem. Chwyciła w dłonie nożyczki. Całymi puklami zaczęła obcinać swoje kasztanowe włosy. Kiedy skończyła, sięgały ledwie do policzków i były niemiłosiernie postrzępione. Idealnie! To one stanowiły problem. Przyjrzała się leżącym na dywanie pasmom. To przez te głupie włosy, matka kazała jej godzinami wystawać na tych okropnych przyjęciach, słuchając, jak zachwalały je panie z towarzystwa dobroczynnego. To właśnie za nie ciągnęli ją dokuczliwi koledzy ze szkoły, krzycząc, że jest świruską i wariatką. To w te właśnie włosy jej brat wypluł gumę, kiedy jechali samochodem, a ona potem musiała spędzić długie godziny, na fryzjerskim fotelu, cierpiąc niesprawiedliwe tortury. Tak, zdecydowanie one właśnie były problemem. Teraz, kiedy ich nie ma, wszystko się zmieni! Zadowolona zeszła na dół. Gosposia krzyknęła na jej widok.

- Ewuniu, coś ty sobie zrobiła?! – zawołała spanikowana. – Twoja matka będzie wściekła!

Amy wzruszyła ramionami. Założyła na ramiona swój szary, pozbawiony ozdób plecak i raźnym krokiem ruszyła do szkoły.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

Łzy same cisnęły się do oczu dziewczynki. Nie płakała jednak. Była twarda! Musiała być! Zawsze taka będzie. To, jak dzisiaj się z niej wyśmiewali, jak bardzo dokuczali, z powodu tych durnych włosów, przechodziło ludzkie pojęcie. Nigdy ich nie lubiła, ale dzisiaj czuła w sercu prawdziwą nienawiść. Zwolniła się z ostatniej lekcji, kłamiąc w żywe oczy wychowawczyni, że bardzo boli ją brzuch. Kobieta nie protestowała, a nawet odetchnęła z ulgą, że oto, wraz ze zniknięciem z ostatniej godziny Ewy, skończy się ten koszmarny dzień.

Amy wspięła się na orzechowe wzgórze, jak je ochrzciła w myślach, kurczowo zaciskając usta. Postanowiła sobie w duchu, że jeżeli on także będzie się z niej wyśmiewał, to nigdy więcej tutaj nie wróci. Bez słowa rozłożyła pod drzewem koc, który teraz zawsze nosiła ze sobą w plecaku. Usiadła na nim. Gadriel oczywiście tam był, bo niby gdzie indziej miałby się znaleźć? Obrzucił Amy zdawkowym spojrzeniem. Jego ciemne oczy, tego dnia, były bardzo poważne i pełne melancholii.

- Jesteś jeszcze brzydsza, niż to zapamiętałem – oznajmił na powitanie. – Z tymi włosami wyglądasz prawie zupełnie, jak ja.

Amy przyjrzała mu się zaskoczona. Rzeczywiście. Wcześniej nie zwracała na to uwagi. Nigdy specjalnie nie przyglądała się dorosłym, bo niby i po co... Włosy Gadriela, o dwa tony ciemniejsze niż jej własne, niesfornie opadały na oczy chłopaka. Były postrzępione i nierówne, zupełnie jak lwia grzywa. Tyle, że podczas gdy jej były czyściutkie i pachniały truskawkowym szamponem, jego sprawiały wrażenie upiornie tłustych i ubrudzonych, czym się tylko dało, po częstym kontakcie z ziemią i rzadką, rosnącą pod orzechem trawą. Dodatkowo na jego twarzy pojawiał się co jakiś czas i znikał kilkudniowy zarost. O to też będzie musiała go kiedyś zapytać.

- Ty wyglądasz paskudniej – odparowała, zadowolona z jego komentarza.

Roześmiał się. Nie zdążył jednak dodać nic więcej, ponieważ od stóp wzgórza dobiegły ich dziecięce głosy.

- Ewka, marchewka – krzyczeli chłopcy, wbiegając po łagodnym zboczu. – Na głowie ma ptasie gniazdo!

- Co tu robisz, wariatko? – zapytał Kamil, ciężko dysząc. Był jednym z tych spasionych dzieciaków, który zawsze i wszędzie, awanturą i pięściami, potrafił zawalczyć o swoje. – Rozmawiasz z drzewami?

Pozostali już także dotarli do stóp rozłożystego drzewa, wykrzykując w stronę dziewczynki różne wyzwiska. Klatkę z Gadrielem omijali, jakby zupełnie jej tam nie było, ale przecież Amy od początku wiedziała, że tak naprawdę jej tam nie ma. Tylko co działo się z wyniesionymi z domu rzeczami? Z całej siły starała się ignorować natrętne dzieciaki, mimo, że nie było to wcale łatwe. Jeden z chłopców wyrwał jej z ręki książkę. Drugi zabrał jej plecak.

- Oddawaj, to moje! – wrzasnęła Amy.

Spojrzała na Gadriela, szukając u niego jakiegokolwiek wsparcia, on jednak tylko przyglądał się z zainteresowaniem. Dzieciaki zaczęły uciekać, zabierając ze sobą jej rzeczy. Nie mając wyjścia goniła ich, aż nie porzucili plecaka przy jednym z osiedlowych śmietników. Zaciskając pięści w bezsilnym gniewie, wróciła na wzgórze.

- Nie radzisz sobie – stwierdził znudzonym głosem Gadriel.

- Odczep się! – warknęła na niego, zła, że w żaden sposób jej nie pomógł.

- Naprawdę? – zapytał rozbawiony. – Myślałem, że może ci się przyda, ale skoro nie...

Spojrzała na niego pytająco. Chłopak bawił się, trzymaną w rękach, drewnianą procą. Miała porządne, wykonane ze skóry siedlisko i wyglądała naprawdę obiecująco.

- Nie wiem, jak tego używać – zawahała się dziewczynka.

- Nauczę cię – powiedział, a brzmiało to jak słodka obietnica.

Wzięła od niego procę, a po godzinie ćwiczeń, słuchając bezcennych wskazówek Gadriela, była już mistrzynią w trafianiu do celu.

~ ♠ ~ ♠ ~ ♠ ~

 

wyszukiwarka

najnowsze recenzje

Helen Fitzgerald

Wstyd

- - - - -

Chiara Schiavano

365 uśmiechów dla Ciebie

- - - - -

Marcin Urbaś

Biegać każdy może

oceny książek

* kiepska

** bardzo przeciętna

*** przeciętna książka

**** dobra książka

***** bardzo dobra

wywiady i reportaże

"Kobieta czuje się dziś bezpieczna, gdy ma zawód i sama zarabia" - wywiad z Hanną Kowalewską

X X X X X

"Dulszczyzna w Krakowie ma swoją długą tradycję" - rozmowa z Markiem Harnym

X X X X X

"Nie robię z nich aniołów'"- wywiad z Arturem Górskim

patronujemy

Dakota

Michał Piedziewicz

^^^^^

Pies Baskerville'ów

Arthur Conan Doyle

^^^^^

Posiadacz

John Galsworthy

^^^^^

Filip

Leopold Tyrmand

^^^^^

Życie pszczół

Maurice Maeterlinck

^^^^^

Villette

Charlotte Bronte


INFORMACJA

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
w celach statystycznych oraz w celu
dostosowania serwisu do indywidualnych
potrzeb osób odwiedzających. Zmiany ustawień
dotyczących plików cookie można dokonać
w dowolnej chwili modyfikując ustawienia
przeglądarki. Korzystanie z naszej strony
bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza,
że będą one zapisane w pamięci urządzenia.