Nowa Czytelnia - serwis literacki

  • Zwiększ rozmiar czcionki
  • Domyślny  rozmiar czcionki
  • Zmniejsz rozmiar czcionki

"Bieg do gwiazd" - patronat medialny

"Bieg do gwiazd" to interesująca powieść młodej, zdolnej autorki Dominiki Smoleń. To wstrząsająca historia o dziewczynie, która uczy się żyć na nowo. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa SZARA GODZINA, a jednym z patronów medialnych tej pozycji jest Nowa Czytelnia.

* * *

kilka słów o książce

Cukrzyca. Słowo, które zmienia życie na zawsze. Choroba, z którą każdy może mieć do czynienia. Błogosławieństwo czy klątwa?

Ada była pewna, że usłyszała wyrok śmierci. Bez wsparcia rodziców i przyjaciół coraz bardziej zamykała się w sobie, popadając w depresję. Po wyjściu ze szpitala psychiatrycznego dostała list od babci, który diametralnie zmienił jej nastawienie do rzeczywistości. Zapragnęła stać się normalną nastolatką, nawet jeśli oznaczałoby to walkę z własnymi słabościami. "Bieg do gwiazd" to wstrząsająca historia o dziewczynie, która uczy się żyć na nowo. Historia, obok której nie można przejść obojętnie.

* * *

o autorce słów kilka



Dominika Smoleń (ur.1997) - na literackim polu zadebiutowała w 2015r. powieścią "Cena naszych pragnień". Od pięciu lat prowadzi bloga z recenzjami książek Nasz Książkowir. Obecnie jest studentką prawa na Uniwersytecie Śląskim. Jak sama twierdzi, nie wyobraża sobie życia bez kotów, czekolady i muzyki. No i bez dobrej książki, bo to chyba najważniejsze.

 


FRAGMENT KSIĄŻKI 'BIEG DO GWIAZD'




Zasnęłam. Nie wiedziałam nawet, kiedy zamknęłam oczy. We śnie wszystko było dobrze. Dryfowałam po bezkresnych odmętach nicości, która mimo wszystko stawała się ukojeniem dla tego, co czułam w ciągu dnia, kiedy mój umysł nie był przysłonięty żadnymi lekami. Zresztą, nawet gdy był, przeważnie tylko wtedy, kiedy byłam w szpitalu psychiatrycznym, to i tak czułam się zniewolona przez niemoc i niezrozumienie.

– Wróciłaś – usłyszałam cichy, bez wyrazu głos mojej matki.

Zabrzmiało to trochę jak oskarżenie. Jakby nie powinno mnie tu być. Może właśnie o to jej chodziło. Może miała do mnie żal, że po raz kolejny nie udało mi się nawet ze sobą skończyć? Byłam dla niej aż takim ciężarem? Aż tak bardzo traktowała mnie jak… No właśnie – jak co?

– Wróciłam – odpowiedziałam, starając się nadać swojemu głosowi takie same brzmienie. Nawet nie raczyłam na nią spojrzeć, i tak pewnie wpatrywałaby się w podłogę albo jakiś punkt za mną. Od kilku lat starała się unikać mojego wzroku.

– Na jak długo? – zapytała.

Nie byłam w stanie zrobić nic innego, jak tylko się roześmiać. Długo i bardzo głośno, nie dlatego, że jej pytanie wydało mi się zabawne. Po prostu wiedziałam, że pyta poważnie. Naprawdę chciała wiedzieć, ile czasu upłynie, aż będę po raz kolejny próbowała się zabić.

– Czyżbyś chciała już zamówić trumnę?

Nawet dla mnie odpowiedź brzmiała jak pełna jadu i sarkazmu. Byłam sobie w stanie wyobrazić, jak na jej twarzy pojawia się grymas niezadowolenia, jak marszczą się jej brwi, a usta zaciskają w cienką kreskę. Pewnie splotła swoje ręce na piersi i starała się dalej zachować rzeczowy ton głosu, bez pokazywania emocji, jaką była na przykład niecierpliwość.

– Zadałam ci pytanie – powtórzyła.

Jej głos podniósł się o oktawę lub dwie i zabrzmiał trochę skrzekliwie. Chciałam zacmokać z niezadowolenia. Spodziewałam się po niej większego opanowania. W końcu ćwiczyła je od ponad dziesięciu lat, nawet wtedy, kiedy byłam tylko małym dzieckiem, które spotkała olbrzymia, wręcz nie do opisania katastrofa.

– Nie wiem. Podaj mi konkretny termin, kiedy według ciebie powinnam się zabić, a wpiszę go do swojego terminarza i może nawet chwilę porozmyślam nad taką opcją.

– Nie musisz taka być.

– Jaka? Praktyczna? Szczera? Bezpośrednia? Przecież obie doskonale wiemy, o co chodzi. Nie ma sensu się okłamywać. W końcu jesteśmy rodziną. Chyba powinnyśmy mieć wobec siebie jasne zamiary.

– Jesteś bezczelna.

Pokręciłam przecząco głową i spojrzałam w jej stronę. Stała, oparta o framugę drzwi. Trochę się postarzała, miała odrobinę zgarbioną sylwetkę. Tak jak przypuszczałam, założyła rękę na rękę i spuściła wzrok. Chyba nawet nie zauważyła, że zaczęłam się w nią wpatrywać.

– Po kimś to muszę mieć.

Oczywiście wiedziała, że mam na myśli właśnie ją. To ona od najmłodszych lat powtarzała mi to, że muszę sama się sobą zająć, bo moje życie jej nie obchodzi. Albo że nie jest w stanie na mnie patrzeć, bo przypominam jej o tym, że jej życie miało być idealne.

Czasem się zastanawiałam, czy moja choroba – moje choroby – nie są przypadkiem spowodowane karą za życie moich rodziców, a nie moje – jak to oni myśleli. Za to, że nie zwracali uwagi na nikogo innego oprócz siebie, że zatracili gdzieś swoje człowieczeństwo i nie wiedzieli już, co to znaczy miłosierdzie. Liczyły się dla nich tylko pieniądze, opinia publiczna i pozory szczęścia, które budowały ich niekończący się teatrzyk. Dlaczego jednak miałabym za nich cierpieć? Dlaczego spotkało to akurat mnie, a nie moją młodszą siostrę, która wyrastała na idealną kopię mojej rodzicielki? Była zatruwana od samego początku, nie było chwili, kiedy dowiedziałaby się, że całe jej życie jest tylko śmiesznym przedstawieniem, gdzie nie ma miejsca na nic pozytywnego. Czy kiedykolwiek uda jej się uwolnić z pęt zakłamania? Może. Nie sądziłam jednak, że dotrwam do tego momentu, by widzieć jej odmianę.

– Niebawem przyjdzie do ciebie ojciec – oznajmiła mi matka, po czym po prostu przekroczyła próg mojego pokoju. Było słychać, jak oddycha z ulgą, że mogła skończyć już rozmowę. Nic dziwnego. Najwidoczniej nasze pogawędki były dla niej taką samą przyjemnością jak dla mnie – niczym chodzenie na boso po rozgrzanych węglach albo po kolcach. Z jednej strony to bolesne, z drugiej – nieprzyjemne, a z trzeciej – całkowicie pozbawione sensu.

– Nie musi! – krzyknęłam, chyba najgłośniej jak potrafiłam.

Nie dostałam jednak żadnej odpowiedzi. Powinnam iść do kuchni, napić się wody, coś zjeść… Brakowało mi na to sił. Nie chciałam ruszać się z łóżka, bo miałam szansę na ponowne ujrzenie mojej rodzicielki, mojego taty czy też chociażby siostry, która pewnie zapomniała już o moim istnieniu, zastanawiając się tylko, jakie korzyści uzyska, gdy w końcu stąd zniknę.

Resztkami sił zwlokłam się do łazienki, która była tuż obok mojego pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz, oparłam się o umywalkę, czoło przykleiłam wręcz do lustra i zaczęłam powoli oddychać. Nie wiem, ile czasu to robiłam – minutę, godzinę, dobę… W momencie, w którym się odsunęłam, przemyłam twarz zimną wodą i spojrzałam w swoje odbicie, widziałam tylko cień człowieka – blada skóra, cierpiąca na brak kontaktu ze słońcem; ciemne, poplątane, trochę zbyt długie włosy, które dawno powinny być podcięte przez fryzjera; błękitne oczy, teraz szeroko otwarte, z dużymi źrenicami; worki pod oczami, mówiące, że dawno powinnam zacząć brać środki nasenne, które sprawią, że będę w stanie przespać więcej niż zaledwie trzy, cztery godziny. Jak by tego było mało, jeszcze moja waga – znacznie wyższa niż powinna, pomimo tego, że często omijałam posiłki albo wręcz nie jadłam całymi dniami. Od ostatniego pobytu schudłam jednak odrobinę, z czego się cieszyłam. „Będę lepiej wyglądać w trumnie, chociaż zdecydowanie bardziej wolałabym, żeby moje ciało zostało skremowane i rozrzucone po łące przy zachodzie słońca – pomyślałam. – Chociaż, jeśli ubiorą mnie w wyszczuplającą czerń, nikt nie zauważy, że mam kilka nadprogramowych kilogramów. W końcu moi rodzice nie uznają kremacji. Wolą, żeby moje ciało zjadły jakieś małe robaki, żywiące się szczątkami”.

Zacisnęłam dłonie na umywalce, tak mocno, że bardziej już nie mogłam. Dopiero wtedy zdołałam je oderwać. Po raz kolejny odkręciłam kran z zimną wodą, pochyliłam się i napiłam kilka łyków. Czułam, jak zimny płyn wlewa się do środka i spływa wzdłuż mojego przełyku. Prawdopodobnie był takiej samej temperatury jak moje serce.

Rozumiałam, że powinnam się zmusić i iść do swojego pokoju. Nie byłam jednak w stanie ruszyć się z miejsca. Zamknięte drzwi łazienki oddzielały mnie od szarej, ponurej rzeczywistości, w której nie chciałam być. Usiadłam przy ścianie i przycisnęłam głowę do kafelek za mną. Były chłodne, jakby nie mogły się rozgrzać od kaloryfera, który znajdował się zaledwie jakieś dwa, może trzy kroki od nich. „Co powinnam zrobić? Jak mogłam tu przetrwać?” – pytania odbijały się echem w mojej głowie. Nie wiedziałam. Nic nie wiedziałam. Miałam jednak nadzieję, że jeszcze się tego dowiem. W przeciwnym razie – miałam wielki problem.



źródło: inf. nadesłana

 

wyszukiwarka

najnowsze recenzje

Alberto Citterio

Hamburger. Smakowite przepisy...

- - - - -

Susanna Bingemer

Superfoods. Źródło energii...

- - - - -

red.Ashok Chopra

Lekcje szczęścia...

oceny książek

* kiepska

** bardzo przeciętna

*** przeciętna książka

**** dobra książka

***** bardzo dobra

wywiady i reportaże

"Moje pisanie powoli zmienia się w regularną pracę" - Katarzyna Berenika Miszczuk

X X X X X

"Fascynuje mnie polski Lwów, którego już nie ma" - rozmowa z Pawłem Jaszczukiem

X X X X X

"Powołałam do życia bohaterkę, której jeszcze świat nie widział'"- wywiad z Ewą Zdunek

patronujemy

Dakota

Michał Piedziewicz

^^^^^

Pies Baskerville'ów

Arthur Conan Doyle

^^^^^

Posiadacz

John Galsworthy

^^^^^

Filip

Leopold Tyrmand

^^^^^

Życie pszczół

Maurice Maeterlinck

^^^^^

Villette

Charlotte Bronte


INFORMACJA

Ta strona wykorzystuje pliki cookies
w celach statystycznych oraz w celu
dostosowania serwisu do indywidualnych
potrzeb osób odwiedzających. Zmiany ustawień
dotyczących plików cookie można dokonać
w dowolnej chwili modyfikując ustawienia
przeglądarki. Korzystanie z naszej strony
bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza,
że będą one zapisane w pamięci urządzenia.